sobota, 17 listopada 2012

Imagin cz. 20

Zwyczajowo trochę śmiechu:





Poczułaś na sobie ciężar. Podniosłaś głowę i zobaczyłaś Maxa, którego Harry właśnie łapał mówiąc
-Hej! Ładnie to tak budzić siostrę?
Wyciągnęliście ręce w stronę chłopca dokładnie w tym samym momencie co sprawiło, że Harry stracił równowagę i upadł na łóżko obok ciebie. Do pokoju wbiegł Dan. Teraz hihraliście się we czwórkę.
-Gdzie Tom? -zapytałaś po chwili.
-Ma dzisiaj dyżur w klinice.
-Ach...no tak. -przypomniałaś sobie jak obiecałaś mu, że zajmiecie się z Harrym chłopcami. -To co, pewnie jedliście już śniadanie więc może mały spacer?
-Taaak! Spacel! -krzyknęli chłopcy.
Ubrałaś się, zrobiłaś sobie kanapkę i poszliście na 'spacel'.
Robiłaś sporo zdjęć bo chciałaś wytapetować zdjęciami pustą ścianę w salonie. Chciałaś pokazać na niej kadry z życia codziennego. Harry naprawdę świetnie dogadywał się z chłopakami. Nic dziwnego. Te dwa jaśniutkie blondynki były urocze tak jak twój loczek. Jak zwykle towarzyszyli wam paparazzi i fanki. 'Cóż, trudno' pomyślałaś. Zdążyłaś się do tego przyzwyczaić. Nagle zadzwonił twój telefon:
-[T.I]!
-Hej Sandra!
-Jadę do Londynu!
-Co? Jak to, teraz?
-Tak! Wygrałam konkurs!
-Wow, naprawdę? Jaki konkurs?
-No...na taki jakby projekt, no. Ważne, że wygrałam i że się zobaczymy!
-Pewnie. A Oliwia też jedzie?
-No nie wiem. Obraziła się na mnie.
-A też brała udział w tym konkursie?
-Nie. Myślałam, że zabiorę ją jako osobę towarzyszącą ale teraz sama nie wiem...
-Hmm...no tak. A kiedy przyjeżdżasz i na ile?
-Za tydzień mam lot, a jadę na calutki miesiąc!
-A co ze szkołą?
-Będę chodziła przez miesiąc do szkoły w Londynie w ramach wymiany uczniowskiej.
-No to fajnie. Zadzwoń jak będziesz. Na pewno się zobaczymy.
-Jasne! Pa!
-Papa.
Rozłączyłaś się. Fajnie, że Sandra przyjeżdża, ale z drugiej strony zachowuje się trochę samolubnie. Skoro ma drugi bilet to powinna kogoś zabrać. Zresztą...nieważne.
-To jak będzie? Zgadzasz się? -z rozmyślań wyrwał cię głos Harrego.
-Ale na co? Przepraszam, zamyśliłam się.
-No żeby Niall i Julia przyszli na kolację. -zastanowiłaś się. Czułaś się jednak winna Jul przeprosiny. Taka kolacja to dobry pomysł.
-Pewnie, pewnie. Zrobię coś smacznego.

Gdy usiedliście w kawiarnianym ogródku chłopcy pobiegli na plac zabaw, a ty szybko weszłaś na tumblra. Oczywiście było już pełno zdjęć Hazzy z chłopcami i tobą. 'Porównywania' cech 'po mamusi' i 'po tatusiu'. Miałaś niezły ubaw.
-Co cię tak śmieszy? -zapytał zielonooki.
-Możesz już spodziewać się tysięcy pytań w stylu 'Jak długo jesteś z [T.I], że macie już dzieci?'. -zaśmiałaś się. On razem z tobą.
-Najpierw męczyli mnie z Lux, a teraz będzie tak z Maxem i Danem? Niewiarygodne. Coś mi łatwo tych dzieci przybywa.
Nagle usłyszałaś płacz Dana. Hazza od razu podbiegł do niego.
-Hej! Spokojnie, musisz być dzielnym facetem. Chyba zadrapane kolano to nie powód do płaczu, prawda? - mówił opanowanym, przekonującym głosem. Dan powstrzymał się od łez i i zrobił dzielnie męską minę. Przybili sobie z Harrym piątke.
-Zuch chłopak! -krzyknął Hazza
Nie trzeba było długo czekać. Z krzaków wyskoczyli paparazzi, a ciebie bawiło to do tego stopnia, że podeszłaś do loczka i Dana, wzięłaś małego na ręce i tuląc go przytuliłaś jednocześnie Harrego słodko go całując. H jak zwykle się wyszczerzył. Postawiłaś Dana na ziemię i złapałaś go za rękę drugą łapiąc Hazzę, który złapał z kolei za rękę Maxa i poszliście tak sobie dalej roześmiani.
Cudowne były takie wspólne chwile. Czułaś się wtedy świetnie.

-Dzisiaj wieczorem mam kilka wywiadów i imprezę. Może poszłabyś ze mną? Bardzo nie chcę cię zostawiać...
Zastanowiłaś się. Wolałaś unikać pokazywania się Z Harrym podczas, gdy on robił coś związanego z zespołem, ale tym razem się zgodziłaś. Też miałaś prawo się rozerwać. Poza tym dawno nie widziałaś chłopaków.
-Dobrze, pójdę z tobą. -odpowiedziałaś, na co zielonooki się wyszczerzył i cię pocałował.

Gdy wróciliście dopadła was straszna nuda. Wyjęłaś więc dużą, białą płachtę, której używaliście przy remoncie i wyniosłaś do ogrodu. Dałaś chłopakom kolorowe farby pozostałe z malowania ścian i postawiłaś kamerę na statywie. Ubraliście stare ubrania i rozpoczęliście wielkie malowanie.

Gotowy obraz ozdobił hol mieszkania. Wprowadził do jasnego, jednolitego pokoju kolor i energię. Poczułaś, że idziesz naprzód. Wychodzisz z gruzów, w które zakopałaś się po śmierci mamy.

czwartek, 15 listopada 2012

Imagin cz. 19

-Przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. 
-Nic dziwnego, że się zdenerwowałaś. Nie powinnaś była przychodzić tu sama. Wracajmy do domu. 
-Ale Tom...
-Tom sobie poradzi. -popatrzałaś mu w oczy. Miał rację. Poszliście w stronę samochodu. W domu była Margie, która opiekowała się Danem i Maxem.
-Jeju! [T.I], jesteś! Martwiliśmy się o ciebie!
-Przecież dzwoniłam do Toma, że...-nie dokończyłaś, bo poczułaś potworny ból głowy. Dosłownie cię to sparaliżowało. 
-Ej, spokojnie mała. -powiedział Harry po czym szybko cię złapał i nie patrząc na Margie zaniósł na górę. Leżałaś na łóżku, a on delikatnie gładził twoją twarz. Ból głowy powolutku ustępował. 
-Jeju, Harry! Co się ze mną dzieje?! -byłaś zła sama na siebie.
-Po prostu wiele przeszłaś. Takie sytuacje są normalne. 
-Nie Harry. TO nie jest normalne. Widziałam na cmentarzu mamę! Rozumiesz?! Mamę! A potem zobaczyłam ją!
-Kogo. Kogo zobaczyłaś?
-No...no..-nie mogłaś nic wydusić.
-Ćśśś...-Harry położył się obok i cię objął.
-Widziałam mamę Stana. 
-Jakiego Stana?
-Stan był moim najlepszym przyjacielem. I nie żyje. A ja widziałam jego mamę. Wydawało mi się, że to moja mama!
-Hej. Wszytsko będzie dobrze. Opowiedz mi co to za Stan.
-A co to ma za znaczenie?
-Duże, skoro tak to przeżywasz.
-Stan...ja poznałam Stana, gdy przyjechałam do Londynu. Uratował mi życie. Tworzył tak piękne rzeczy. Znał niesamowite miejsca. Ale go już nie ma. Tak samo jak nie ma mamy. 
-Co się z nim stało?
-Serce mu pękło. Po prostu serce mu pękło...-trzęsłaś się i kiwałaś w te i we w te. Hazza o nic już nie pytał widząc w jakim jesteś stanie. 
-Chciałabym żyć normalnie Harry.
-Przecież żyjesz normalnie.
-Nie, ja żyję w jakimś dziwnym śnie. To co mi się przytrafia nie zdarza się innym. To nie jest normalne. To zdecydowanie nie jest normalne.
-A ja? Co ja dla ciebie znaczę?
-Wszystko.
-Czyli?
-Trzymasz mnie przy życiu Harry. Twoja miłość. -przejechałaś dłonią po jego sinych ustach. Opuszkami palców okrążyłaś powieki. Przesunęłaś je po kościach policzkowych kończąc na skroniach. Zanurzyłaś dłonie w ciemne loczki i zamknęłaś oczy. 
-Sprawiłeś mi wspaniałą niespodziankę rano.
-Wiem.
Otworzyłaś oczy. Znowu uśmiechnięty Harry. Pocałowałaś go. 
-Powiedz mi, czym ja sobie na ciebie zasłużyłam ty niepoprawny optymisto?
-Może swoim pesymizmem. Hmmm...pomyślmy. -roześmialiście się oboje. Znowu zajęły was długie pocałunki. Nagle do pokoju wpadli rozwrzeszczani chłopcy. Dzisiaj byli chyba Indianami tudzież jeźdźcami na dzikim zachodzie. Roześmialiście się z Hazzą i dołączyliście do zabawy. To była naprawdę urocza scenka. Przypomniała ci waszą rozmowę. Stanęłaś przy drzwiach i przyglądałaś się swojemu chłopakowi galopującemu po wielkich równinach z twoimi braćmi. 
Nagle do pokoju weszła Margie.
-To ja będę lecieć. -pożegnała się i wyszła.
Razem z Hazzą wykąpaliście chłopców zalewając całą łazienkę i pianę roznosząc aż na taras po czym zrobiłaś dla swoich mężczyzn kolację. Wyglądali przesłodko. Siedzieli przy barze obok siebie. Max i Dan - na wysokich fotelikach, a Hazza na stołku barowym i pałaszowali swoje smakołyki. Zrobiłaś im zdjęcie i wrzuciłaś na twittera z dopiskiem
'Happy Day!
My three boys in house.
They're very well-behaved today!
Unbelievable!'

 ---

Wybaczcie błędy. Korektę zrobię jutro. Dziś już nie mam totalnie siły. Wybaczcie za dziwnaczny humor. Taki dzień.

Imagin cz. 18

BŁAGAM jeśli macie to czytać to włączcie Turning Tables
 (ciebie to też dotyczy panno O!)
Bez tego absolutnie nie ma efektu.

'Czasami trudno mi nadążyć za samą sobą. Moje pomysły mnie wyprzedzają, a ja płaczę bo nie umiem skoczyć tak wysoko do nieba jak moje myśli.'

***

Stałaś naprzeciwko zimnej płyty z jasnego kamienia. Po raz setny czytałaś imię i nazwisko, datę urodzin i datę śmierci. Patrzałaś na roześmiane czarno-białe zdjęcie. Dookoła stały kwiaty w odcieniach bieli i błękitu - ulubionych kolorach mamy. Paliły się liczne świece. Usiadłaś przed płytą po turecku. 
-Mamo, tak mi przykro, że nie mogłaś zostać ze mną. Dałabym wiele żeby móc usłyszeć jeszcze raz twój głos. Chciałabym przeprosić za popełnione błędy. Móc zapewnić cię, że naprawdę jestem szczęśliwa. Ale...to nic nie da. Nie ma sensu płakać. Ktoś mi cię odebrał i nic na to nie poradzę. Nie mogłam nic zrobić. Mam nadzieję, że nigdy cię nie zawiodę. Będę tak jak chciałaś - żyła tak aby inni mnie dobrze zapamiętali. 

Gdy się odwróciłaś zobaczyłaś ją. Stała kawałek dalej w promieniach słońca. Miała na sobie bardzo długą sukienkę, której połacie sięgały nieba. Wyciągnęła do ciebie rękę.
-Wierzę w ciebie.
Po prostu ją przytuliłaś.  Za te wszystkie razy kiedy tego nie robiłaś. Za wszystkie dni i każdy z osobna. Za te 17 lat twojego życia. To musiało wystarczyć. 

Otwarłaś oczy. Zobaczyłaś przed sobą smutną kobietę, której widok otworzył kolejną ranę w twoim sercu. Zaczęłaś biec przed siebie. Łzy lały się po twojej twarzy spływając na zmianę - raz po prawym raz po lewym policzku. Przy bramie cmentarza wpadłaś na niego. Rzuciłaś mu się w ramiona. Przez przymknięte oczy zobaczyłaś w oddali Toma. Spuścił wzrok i poszedł w drugą stronę. 

---

Nie umiałaś sobie wyjaśnić tego dlaczego potrzebowałaś tego jak oddechu. Byłaś bez niego nikim. Nigdy nie będziesz umiała już iść dalej bez niego. 
Popatrzyłaś prosto w jego zielone oczy i nie umiałaś nic powiedzieć. 
Jego wzrok mówił 'Co się stało?', a ty po prostu patrzałaś na niego z tak wielkim smutkiem.
Było ci go strasznie żal, że się w tobie zakochał. Złamiesz mu kiedyś serce. Byłaś tego pewna jak niczego innego na świecie.
Przypomniałaś sobie waszą pierwszą rozmowę. Zastanawiałaś się ile czasu minęło od wypadku na scenie w akademii. Jak myślałaś, że jesteś w ukrytej kamerze, bo nie mogłaś uwierzyć, że spotkałaś chłopaka swoich marzeń. 
Teraz miałaś jego sławę głęboko...W twojej świadomości pojawiała się tylko myśl, że chciałaś go poznać bo liczyłaś, że okaże się, że nie było o czym marzyć. 
Okazało się jednak, że w taki sposób znalazłaś chyba jedyną miłość jaką miałaś dostać w życiu od chłopaka. Tak szczerą, tak bezinteresowną.




Postacie =3

Jako, że sporo się w moim imaginie dzieje to postanowiłam trochę to uporządkować więc oddaję w wasze ręce krótki opis bohaterów.

W imaginie pojawiają się oczywiście chłopcy, a także Eleanor i Perri.

Joanna/Asia - czyli po prostu mama. Jest architektką.
Tom - ojczym. Drugi mąż twojej mamy. Biologiczny tata Dana i Maxa. Jest weterynarzem, ale jego wielką pasją jest fotografia.
Dan i Max - twoi półtora roczni bracia bliźniacy.
Grace - kuzynka. Twoja rówieśniczka. Mieszka w Londynie od urodzenia. Jest przebojowa i ma duże poczucie humoru.
Rodzice Grace czyli ciocia Chloe (siostra Toma) oraz wujek Sam.
Kate - najlepsza przyjaciółka. Poznałaś ją w szkole, do której poszłaś po przeprowadzce do Londynu. Ma młodszą siostrę Lie. Urodziła się w Hiszpanii, ale gdy miała 3 latka przeprowadziła się z rodzicami do Londynu. Można jej zaufać, tak jak ty jest marzycielką goniącą za marzeniami.
Sonia - najlepsza przyjaciółka z Polski. Od urodzenia mieszka w Gdańsku. Zdarza jej się spędzać wakacje za granicą, ponieważ jeździ tam z mamą, która w ten sposób dorabia do pensji nauczycielki.
Jest jedynaczką. Nie zna swojego taty.
Julia - dziewczyna Nialla.
Oliwia i Sandra - zwariowane przyjaciółki z Polski.
Brian - sąsiad Louisa. Chłopak Grace.
Josh, Annie, Peggi, Rebecca - kolega i koleżanki ze szkoły w Londynie. Josh był również twoim sąsiadem.
Mat Gray - była sympatia Grace.

No, mam nadzieję, że o nikim nie zapomniałam =)
Nie wiem czy ułatwi wam to połapanie się wa akcji ale jeśli tak to się bardzo cieszę. Ponadto z tego opisu możecie się więcej dowiedzieć o bohaterach =D


Imagin cz. 17

Na początek KLIK <3 . 
Takie tam wspominiki... =)

Nom, więc teraz CZYTAJCIE!!! <3

Obudziły cię promienie słońca muskające po twarzy. Bardzo chciałaś obudzić się obok swojego roześmianego loczka jednak byłaś sama. Tak, zdecydowanie nie czułaś przy sobie jego ciepła. Leniwie się przeciągnęłaś i otworzyłaś oczy. Matko! Leżałaś na materacu na tarasie, a wokół były kwiaty! Obok ciebie leżał liścik. 
'Witaj moja piękna!
Niestety rano musiałem jechać do studia, a zbyt słodko spałaś żebym cię budził. Tak więc w rekompensacie przebudzenie wśród kwiatów. 
Postaram się wrócić o 17, ale nic nie obiecuje. Paul zrobił się upierdliwy...
KOCHAM'
No tak, to przez ciebie zespół miał spore zaległości. Harry tak nalegał, że przełożyli nawet kilka koncertów. Fanki strasznie na nich za to naskoczyły. Czułaś się winna, ale też nie miałaś na to wpływu więc nikogo nie oskarżałaś. Łącznie z sobą. 
Wstałaś i udałaś się na dół do kuchni. Robiąc śniadanie myślałaś o tym z kim spędzisz dzień. Postanowiłaś szybko obsmsowałaś wszystkich najbliższych przyjaciół. Okazało się, że Grace ma odwołane poranne lekcje ze względu na egzaminy starszych klas z kolei Kate kończyła dzisiaj wcześniej. No, a więc miałaś już towarzystwo na cały dzień. Nauczycielka miała przyjść dopiero o 16. Jedząc śniadanie weszłaś na skypa. Zobaczę -pomyślałaś, a nóż ktoś z Polski akurat będzie. W końcu u nich jest już po lekcjach. Nie zawiodłaś się. Dostępne były Sonia i Oliwia. Szybko zadzwoniłaś do pierwszej. 
-Sonia!- krzyknęłaś ucieszona widząc przyjaciółkę.
-[T.I], Boże nic ci nie jest?! Tak się martwiłam! 
-Wiem, nie mam pojęcia dlaczego jeszcze się z tobą nie skontaktowałam. Przepraszam. 
-Nie ma sprawy. Kochanie, przecież ty się dwa tygodnie temu wybudziłaś z pięciomiesięcznej śpiączki!
-I wcale się tak nie czuję. -powiedziałaś z uśmiechem. Nie było żadnych powikłań. -Po prostu jestem lekko przymulona i no cóż...dość osłabiona jak na razie. Jakbym musiała na nowo nauczyć się wielu rzeczy. Ale idzie mi świetnie.
-Jeju, tak się cieszę! Gdy...-załamał jej się głos. -Gdy wtedy widziałam cię w szpitalu byłam pewna, że już cię nie zobaczę. Nie porozmawiamy, nie pośmiejemy się razem. 
-Strasznie mi przykro, że naraziłam wszystkich moich bliskich na coś takiego. Ale w sumie rzeczy nie miałam na to wpływu. Ja...-tutaj ty byłaś bliska płaczu. -strata rodzica to coś strasznego. Zresztą, nikt ze mną o tym teraz nie rozmawia, nie chcą żeby znowu coś złego się stało. Przeżyłam to bardzo mocno, ale gdy uświadomiłam sobie upływ czasu to zrozumiałam, że mama nie wróci, ale ja żyję. Już mnie to tak nie boli. Wycierpiałam swoje w sumie nieświadomie. Właściwie cierpieli za mnie ludzie dookoła mnie. Ja mogę jedynie zachować o niej pamięć w tym co robię. Mogę zadbać o Maxa i Dana. O Toma. Mogę żyć tak jak ona chciałaby żebym żyła.
-Jestem z ciebie naprawdę dumna. Podziwiam cię za taką siłę i rozsądek. 
-A ja nie czuję się jakoś wyjątkowo. Mam za to na sobie ogromny dług dla ludzi, którzy mnie nie opuścili. Między innymi do Harrego. Właściwie poświęcił dla mnie swoją karierę na ten czas. Zawiesił swoje życie. Zaniedbał rodzinę i przyjaciół bo był przy mnie cały czas jak nikt inny chociaż tak naprawdę nie musiał. Nikt by go przy mnie nie trzymał. To był obowiązek Toma się mną opiekować, a mimo to Harry był ze mną. I teraz czuję, że moglibyśmy razem przejść przez wszystko, naprawdę. Jednak gdyby chciał odejść puściłabym go, bo to byłby wtedy jedyny sposób na spłacenie tego długu.
-Bardzo poważnie o tym mówisz.
-Bo tak też myślę. Chociaż to było 5 miesięcy to czuję się starsza o 10 lat...
-Już nie będziesz stawiała zawsze na pierwszym miejscu zabawy, prawda?
-Nie, już nie. Zrozumiałam, że jednak istnieją ważniejsze rzeczy. Nawet jeśli jest się w moim wieku.
-Chciałabym być przy tobie. Wiesz? Bardzo. Chciałabym umieć dorosnąć tak jak ty, bo ta cała 'młodość' rzekomo tak wspaniała jest cholernie bolesna. -zrozumiałaś ją od razu. Byłyście nabliższymi sobie osobami przez 3 lata. Mówiłyście sobie to czego nie mówiłyście nikomu innemu.
-Jeśli odszedł bez żalu to nie był ciebie wart. A jeśli zaczął żałować tym bardziej nie powinnaś o nim myśleć.
-Nie umiem pozwolić mu odejść, rozumiesz? Siedzi cały czas upierdliwie w moim sercu. Pewnie dlatego, że nigdy tak naprawdę nie był mój. On nie był moim Harrym, ale czy ja do cholery znajdę sobie kiedyś tego jedynego?! Pierwszy, który mnie zechciał okazał się idiotą. Ale kto zachował się dziecinniej? On, że mnie olał czy ja, że uwierzyłam w jego miłość i go pokochałam?
-Nie warto tracić życia dla tchórza. Ja wciąż nie mogę uwierzyć, że Hazza ode mnie nie uciekł. Kocha mnie tak bardzo. Nie jestem pewna czy na to zasłużyłam.
-Jesteś najwspanialszą dziewczyną, o jakiej mógł by zamarzyć właśnie dlatego, że się nad tym zastanawiasz. 
Przepraszam, muszę kończyć...mama woła.
-Papa! -pomachałaś jej ręką i ekran stał się czarny. To była bardzo dołująca rozmowa. Czasami wydawało ci się, że wyjazd z Polski był najlepszą rzeczą jaka ci się w życiu przytrafiła. I to było bardzo smutne...


---

-Heeej! -Grace wbiegła do domu jak szalona i mocno cię przytuliła.
-Co się stało, że już z rana taka uśmiechnięta? Rankami zwykle jesteś najpochmurniejszym człowiekiem jakiego znam. Czyżby przyczynił się do tego Brian? -zapytałaś robiąc zabawną minę.
-A co, samotnica zazdrości?
-Czegóż ja mam ci zazdrościć? Mój wczorajszy wieczór był według mnie godny pozazdroszczenia...
-Opowiadaj ze szczegółami!
-Spokojnie, spokojnie. -zaśmiałaś się na widok jej entuzjazmu. -Chcesz kawę, herbatę?
-No, możesz dać tę kawę. Tak na pobudzenie. A teraz mów!-spokojnie włączyłaś ekspres i usiadłaś po drugiej stronie barku. - A co konkretnie chcesz wiedzieć?
-Wszystko!
-No, może bez przesady...
-Zrobiliście to, mam rację? Mam, inaczej byś nie próbowała w ten głupkowaty sposób ukryć uśmiechu! -powiedziała po czym głośno się zaśmiała. 
-A wydawało mi się, że to ty zawsze byłaś bardziej do przodu. -powiedziałaś z irytacją w głosie. -No dobra, proszę bardzo. Ja powiedziałam to ty też powiedz co tam z Brianem. 
-Jest bardzo, baaardzo słodki. Naprawdę. Delikatny i uroczy. Z wyglądu przypomina mi Liama z początku kariery. -nie miałaś zamiaru jej się wypytywać o 'szczegóły związku'. 
Pogadałyście. Porobiłyście sobie trochę zdjęć na tarasie pełnym kwiatów. Grace była pod wrażeniem tego gestu Harrego. Pomogła ci zrobić małe porządki w szafie i pobuszowałyście po sklepach internetowych. Gdy wyszła pochłonął cię stos książek do przeczytania. Było ci głupio, ale nie umiałaś powstrzymać się przed pogrzebaniem w biblioteczce swojego chłopaka. Zaskoczyły cię te klasyczne pozycje, oczywiście pozytywnie chociaż sama wolałaś współczesne książki. 
Potem przyszła do ciebie Kate. Jeju, jak wy długo ze sobą nie rozmawiałyście na osobności. Prawdę mówiąc, bardzo się od siebie oddaliłyście... Miło było znów poczuć to samo co kiedyś siedząc w ogrodzie na kocu i pijąc ciepłe kakao. Z Grace fajnie było się powygłupiać jednak to Kate zawsze dowiadywała się pierwsza o twoich problemach. Przynajmniej kiedyś. Hazza Junior łasił się do was jak całkowita przylepa. No wykapany Harry. Tylko może ten w wydaniu ludzkim jest mniej owłosiony. I dzięki Bogu... 
W przeciwieństwie do plotkarskiej Grace, która lubiła sensację Kate zawsze można było ufać. to ona poznała wczorajszy wieczór 'ze szczegółami'. Widziałaś, że trochę ci zazdrości, ale nie mogłaś nic na to poradzić. Każdy musi sam znaleźć swoją miłość. Nikt nigdy nie zrobi tego za nas...

---
 
Nauczycielka przyszła przed czasem. Wobec tego musiałaś przeprosić Kate i się z nią pożegnać na rzecz przedmiotów ścisłych, które przerabiałyście z Panią Dottie we wtorki. Dottie była to bardzo sympatyczna osoba. Jedna z tych kobiet, których wiek w ogóle trudno określić, a może to tyczyło się wszystkich nauczycielek? Cóż...
Owa Dottie uczyła cię dwa razy w tygodniu matematyki, a raz fizyki, biologii i chemii.
Wszystko ci tłumaczyła. Dawała ciekawe karty pracy. Robiłyście razem różne doświadczenia. I dzięki temu szło ci świetnie. Raz w miesiącu miałaś mały sprawdzian z podstawowych obliczeń i krótkich zadań opisowych. Na podstawie tych testów później musiała napisać opinię do szkoły.
Bardzo odpowiadał ci taki system nauczania. Lekcje były dostosowane do tego ile i na co masz siłę. Dzisiaj był właśnie dzień testów. Pisałaś wszystko jednego dnia, bo w końcu przedmioty są ze sobą powiązane. Usiadłaś przy stole. Dottie po drugiej stronie. Uporałaś się z zadaniami bardzo szybko więc porozmawiałyście jeszcze trochę i D zaproponowała ci tydzień wolny od nauki, za to jeśli będziesz czuła się na siłach to w ramach projektu (który musiałaś zrobić) pójdziecie na interaktywną wystawę w muzeum. Oczywiście się zgodziłaś po czym pożegnałaś Dot i zadzwoniłaś do Toma z informacją, że czujesz się świetnie i wzięłaś wszystkie leki więc wychodzisz na dwie godziny i wrócisz punktualnie. Ubrałaś się i poszłaś tam, gdzie prędzej czy później i tak byś zawitała.
Na cmentarz.




środa, 14 listopada 2012

Imagin cz. 16

Na początek trochę śmiechu =)






A teraz czas na imagina =)

'Please, make new, better world
with me, and you
but anyone more...'

Włączcie They Don't know About Us

Siedziałaś po turecku na balkonie nowego domu. Miałaś w nim zamieszkać z Tomem, braćmi i...no właśnie...mamą.
Wiatr delkatnie owiewał twoją twarz. Zabrakło już w tobie łez. Nie było sensu płakać. Harry lekko objął cię od tyłu. Nie mogłaś uwierzyć, że tak bardzo cię wspiera. Był teraz całym twoim życiem.
Tego samego dnia, którego wróciłaś z nim do domu napisał na twitterze
'Happy Day! 
My kitty is backing to life!'
Namówił cię na zrobienie twitcama, w którym podziękowałaś wszystkim fanom za troskę. 
Przez te dwa tygodnie odwiedziło cię mnóstwo ludzi. Wszyscy płakali. Jeju, nawet nie zdawałaś sobię sprawy ilu masz przyjaciół. Ilu osobom na tobie zależy. Urodziny Hazza spędził w domu. Zrobiliście małe przyjęcie na tarasie. Rozwiesiliście na lampki, a na koniec puszczaliście lampiony szczęścia. Nie widziałaś do tej pory tylko Julii...I to o niej właśnie myślałaś. I o mamie. Jutro mieliście z Harrym pojechać na jej grób. 

Poczułaś jego ciepłe usta na swoim ramieniu. Nie mogłaś wciąż w to uwierzyć, ale był twój. Twój i nikogo innego na świecie.
Odwróciłaś głowę w jego stronę. Pocałował cię lekko, delikatnie wsuwając swoje wargi między twoje. Wasze pocałunki stawały się stopniowo coraz głębsze. Hazza przyciągnął cię do siebie i posadził sobie między nogami. Wplotłaś swoje dłonie w jego miękkie loki. Mimo wszystko byłaś przy nim najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Wsunął jedną dłoń pod twój luźny sweter i zaczął cię gładzić po plecach. Zamruczałaś cicho. Uśmiechnął się w trakcie pocałunku i obrócił cię tak, że siedziałaś na nim okrakiem. Wtuliłaś głowę w jego szyję. Objął cię i siedzieliście tak długo spleceni razem i czujący się po tym wszystkim silniejsi i gotowi stawić czoło każdemu wyzwaniu. Nie myślałaś teraz o upływających minutach, a może i godzinach. Po jakimś czasie Hazza złapał cię za pośladki i przeniósł do łóżka niczym wtulonego w siebie misia koalę.
Położył się obok ciebie i od razu do niego przylgnęłaś. Cieszyłaś się, że mieszka z tobą. Mieliście dla siebie całe góne piętro. Na dole mieszkał Tom z chłopcami. Radził sobie bardzo dobrze. Max i Dan poszli już do przedszkola wybranego przez mamę i ku twojej uldzie on nie wykorzystał tego by rzucić sie w wir pracy. Na grobie twojej mamy był prawie codzinnie. Ale tak jak ty już nie płakał. Minął czas żałoby, teraz należało się przyzwyczaić do nowego stanu rzeczy. W klinice był trzy razy w tygodniu. Resztę czasu poświęcał na realizowanie marzenia twojej mamy o restauracji. Jednak wiedziałaś, że to nie ma sensu więc powiedziałaś mu pewnego dnia po powrocie do domu 'Tom, to było marzenie mamy. Jej już tu nie ma. Więc zacznij realizować swoje.' Dało mu to chyba do myślenia i bardzo się z tego ucieszyłaś. Zamiast restauracji miała więc powstać galeria fotograficzna bo to właśnie fotografia była pasją Toma, do której wrócił po śmierci mamy. Jego zdjęcia były piekne. Pełne uczuć. Najwięcej było na nich zdjęć chłopców ale również wiele twoich portretów zrobionych z zaskoczenia lub wtedy gdy nawet o tym nie wiedziałaś. Jego prace były naprawdę wyjątkowe. Tak wyjątkowe, że namawiałaś go do pójścia w tym kierunku. Realizowania planów z dzieciństwa. Byłaś o niego spokojna, za to nie pewna co dalej będzie z tobą. Miałaś spore zaległośi w nauce więc postanowiłaś, że do końca tego roku będziesz miała nauczanie indywidualne w domu, a wtedy z pewnością zdążysz wszystko nadrobić. Za rok miałaś skończyć swoje liceum ale byłaś prawie pewna, że zignorujesz to i rok wcześniej zapiszesz się do jednej z liczych, prywatnych szkół artystycznych, w któych można samodzielnie dostosowywać plan nauki, a zajęcia są o wiele ciekawsze. Jednak bez talentu na takiej 'uczelni' nie da się rady więc szukałaś wciąż czegoś w czym naprawdę jesteś dobra. Jeśli miałaś być z Harrym to nie chciałaś być tylko 'dziewczyną Harrego' chciałaś móc osiągnąć też coś całkiem sama. Zrobić coś tylko i wyłącznie dla siebie. 
Właśnie na ten temat rozmawialiście z zielonookim leżąc obok siebie i patrząc sobie prosto w oczy. Nie umiałaś już żyć dniem tak jak kiedyś. Te pięć miesiecy nieobecności uświadomiło ci jak czas szybko płynie. Mogłaś wciąż się bawić, ale...czy ta zabawa będzie teraz wyglądała tak samo? Już nie chciałaś robić głupich, zwariowanych rzeczy, a raczej spontanicznie porywać się na różne wyzwania. Szukałaś nowych doświadczeń. Chciałaś się sprawdzić w wielu dziedzinach. Czerpać z życia pełnymi garściami. Przed Harrym była jeszcze wielka kariera. Z penwością jego gwiazda nie zgaśnie szybko. One Direction nawet po tych kilku latach wciąż byli na szczycie. Zdobywali wiele nagród, mieli wciąż nowe plany artystyczne, ale oni tak jak ty dojrzewali i ich muzyka oraz sposób bycia dojrzewały razem z nimi. Zmieniały się, ale wciąż ważne pozostawało to samo i to się dla ciebie liczyło. Czasami gradziłaś sobą za takie poważne podejście do tego wszystkiego. Masz przecież niecałe 17 lat...ale dzieczyny szybciej zaczynają myśleć przyszłościowo i nie miałaś żadnemu z chłopaków za złe ich dziecinności bo byli w tej dziecinności po prostu uroczy. Widziałaś też, że Harry również dojrzał i zaczyna bardzo poważnie podchodzić do waszej miłości. To już nie było jakieś tam zauroczenie. Zbyt wiele razem przeszliście żeby to tak nazywać.

Harry muskał ustami twój dekolt a dłońmi buszował po twoim swetrem. Uwieliałaś takie czułe pieszczoty. Chwile wyrwane życiu. Momenty tylko dla was.
Nagle pocałował cię w pępek i spiorunowało cię dziwne uczucie. Chyba wyczuł, że jesteś spięta bo popatrzył ci uważnie w oczy. Ty byłaś jednak teraz gdzieś idziej. Przed oczami miałaś zamazany obraz siebie z zaokrąglonym brzuszkiem, który Harry czule całował. Przez twoje ciało przebigł dreszcz. Zawsze chciałaś być mamą, a teraz poczułaś, że Hazza mógłby być ojcem twoich dzieci. Ale szybko odrzuciłaś te myśl. Miałaś 17 lat, on 19. Zdecydowanie za wcześnie. Skarciłaś się w myślach za głupie przywidzenia. 
-O czym tak myślisz? - zapytał z uśmiechem, gdy już się trochę rolzuźniłaś.
-Głupie -zaśmiałaś się.
-Chcę wiedzieć! -odpowiedział szczerząc się i pokazując urocze dołeczki. Ciekawe czy wasze dzieci miały by takie urocze dołeczki, szczery uśmiech i brązowe loczki...o czym ty w ogóle myślisz?!
-Nie, będziesz się ze mnie śmiał! -odpowiedziałaś mu głupkowato.
-Mów, bo umrę z ciekawości.
-Niech ci będzie. -i powiedziałaś mu na ucho o czym myślałaś bo nie byłaś w stanie powiedzieć tego na głos. Cały czas się szczerzył. Jego milczenie cię zaniepokoiło. Czy on...nie miał nic przeciwko?!
-Hej, nie szczerz mi się tu tak bo czuję się zgwałcona wzrokiem. -zaśmiałaś się aby przerwać ciszę.
 -Wiesz, zawsze lubiłem dzieci. -Jeju! Co on sobie wyobrażał?
-To bardzo się cieszę bo ja też. Za jakieś pięć, sześć lat może ewentualnie wrócimy do tej rozmowy. NAJSZYBCIEJ ZA PIĘĆ, SZEŚĆ LAT. 
-Jak chcesz. -powiedział dziwnym tonem. Roześmiałaś się.
-Harry, czy ty w ogóle zdajesz sobię sprawę jaka to jest odpowiedzialność? Marzę o maluszku, ale jak na razie wystarczą mi cudze dzieci. Przecież...my sami jesteśmy dziećmi Harry. Cieszę się, że tak do tego podchodzisz, ale nie mam zamiaru z tego powodu od razu starać się z toba o dziecko!- ta myśl wydała ci się taka głupia, że aż wybuchnęłaś śmiechem.
-Czyli uważasz, że się nie nadaję na ojca, tak?- zapytał urażony. 
-Nie, oczywiście, że nie. Myślę, że byłbyś wpsaniałym ojcem. -naprawdę tak sądziłaś -Ale chyba oboje doskonale wiemy, że to trochę za wcześnie na myślenie o tym na poważnie, prawda? -pokiwał poważnie głową po czym zaczął cię gilgotać. Gdy przestał odetchnęłaś, a on uniósł się nad tobą i znowu zaczęliście się całować. Tym razem mocniej. Po chwili nie było już na tobie swetra. Przemkęło ci przez myśl, że Hazza od razu zaczął do realizowania waszych fantazji o potomstwie, ale to było zbyt piękne abyś miała to przerywać. Jednak, gdy byłaś już w samych majtkach, a Harry szykował się do zdjęcia swoich szybkim ruchem sięgnełaś do szafki nocnej i wyciągnełaś nowiutką paczkę prezerwatyw. Ach, ten Tom i jego zasada 'przezorny zawsze ubezpieczony'. Zaśmiałaś się w myślach. Harry westchnął, ale zrobił dobrą minę do złej gry i sięgając po paczkę popatrzał na ciebie mówiąc 'nigdzie mi nie uciekaj' po czym sama nie wiedziałaś dlaczego poszedł do łazienki. Może chciał przed tobą ukryć zażenowanie? Gdy wrócił zachowywał się jednak normalnie. Traktował cię bardzo delikatnie i dość nieporadnie - zaczęłaś się zastanawiać czy aby na pewno nie jest prawiczkiem. Jednak było cudownie. Zupełnie inaczej niż sobie wyobrażałaś. Absolutnie nie żałowalaś, że staciłaś z nim dziewictwo. Bardzo go kochałaś, był z pewnością odpowiednią osobą. Zastanawiałaś się jednak czy ty nie jesteś beznadziejna? Po naczytaniu się opowieści o jego żekomych seksualnych podbojach miałaś wrażenie, że zdecydowanie nie będziesz mu wystarczać. On jednak całował czule każdy centymetr twojego ciała i nie wyglądał na znudzonego. Leżeliście potem długo wtuleni w siebie. Uspokajając swoje oddechy. Wasze serca biły w tym samym rytmie. Baloniki rytmicznie unosiły się raz w górę, raz w dół. Zaczerwienienie wokół tatuażów całkiem już zeszło.
-I jak? -zpaytałaś w końcu. Jeśli będzie się migał od odpowiedzi to znaczy, że było beznadziejnie i tyle.
-To była najcudnowniejsza noc w moim życiu. -powiedział z taką szczerością w głosie, że trudno by ci było mu nie uwierzyć.
-Naprawdę? 
-Naprawdę. Jesteś piekna. Wydajesz mi się tak krucha i delikatna. Właściwie głupio mi było cokolwiek robić bo jesteś idealna. -bardzo dużo znaczyły dla ciebie te słowa. Cieszyłaś się, że twój chłopak nie traktuje cię przedmiotowo, nie mierzy w jakiejś głupiej skali. Liczyłaś się dla niego po prostu ty i wydawało ci się to wręcz nierzeczywiste.
-Strasznie cię kocham. -szepnęłaś
-To tak jak ja. Każdego dnia kocham cię mocniej. -odpowiedział, a ty po raz kolejny poczułaś niewyrażone szczęście. Nie znałaś słów, którymi możnaby było to opisać. 





---

No patrzcie, no! Znowu nasłodziłam! Ale ja już taka jestem =P Dramat albo komedia <3

Imagin cz. 15

Obudziłaś się pierwsza. W mieszkaniu panowała całkowita cisza. Nie mogłaś już zasnąć więc szybko ubrałaś się w coś wygodnego i poszłaś do kuchni zrobić sobie kawę. Chłopcy spali na kanapie w salonie. Wyglądali słodko. Nagle usłyszałaś dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłaś otworzyć. W drzwiach stał Tom. 
-[T.I] stało się coś bardzo złego. -poczułaś silne ukłucie w klatce piersiowej
-Mów.
-Mama jest w szpitalu. Jej stan jest ciężki.-nogi się pod tobą ugięły. Poczułaś jak świat zaczyna wirować dookoła. Rzuciłaś się w głąb mieszkania. 
-Harry! Harry! Obudź się szybko! -szarpałaś śpiącego Hazzę, a łzy lały się po twoich policzkach. Tom wbiegł za tobą do pokoju. Złapał cię za ręce bo przestałaś nad sobą panować.
-Hej! Hej! Spokojnie, co się dzieje?! -Hazza gwałtownie się obudził i od razu wstał żeby mocno cię przytulić. Rozpłynęłaś się w jego ramionach. 
-Joanna jest w szpitalu. -odpowiedział za ciebie Tom.
-Co się stało?!- Hazza próbował zachować spokój ale mu to nie wychodziło
-Miała wypadek. Właściwie nie wiadomo do końca co się stało. Właśnie do nich jadę. 
-W takim razie jedziemy z tobą. -powiedział Harry- [T.I], chcesz ich zobaczyć?  -byłaś w stanie tylko pokiwać głową. Niall też się obudził. Harry mu wszystko wyjaśnił.
-Jak by co to dzwońcie! -krzyknął wam N na pożegnanie

---

Gdy szłaś przez salę nogi odmawiały ci posłuszeństwa i Hazza prawie, że cię ciągnął. Niewiele brakowało, a pewnie musiałby cię zanieść na salę. Twoja mama leżała podłączona do mnóstwa rurek. Wyglądała źle. Bardzo źle. Dookoła pikały rożne maszyny. nie wiedziałaś co się dzieje. Na ekranach migały kolorowe punkty i linie. Była nieprzytomna. Lekarz patrzył na ciebie, Harrego i Toma z wielkim współczuciem.
-Co z nią będzie? - zapytał Tom. Lekarz odszedł z nim na bok i coś szepnął. Ty i tak to jednak usłyszałaś. A właściwie twoje połamane serce zarejestrowało te słowa.
-Jest źle. Bardzo źle. Nie będę panu słodził: szanse na przeżycie są minimalne...
Upadłaś na ziemię. Nie czułaś już nic.

---

Gdy się obudziłaś ktoś trzymał cię mocno za rękę. Harry. Z jego oczu płynęły łzy. Gdy twoja dłoń delikatnie zacisnęła się na jego od razu podskoczył. Widziałaś, że nie nie może nic z siebie wydusić. Z jego oczu płynęły strumienie łez. Łez szczęścia.
-Harry. Nie chce mi się żyć. -szepnęłaś 
-Nie mów tak. Błagam! Dopiero cię odzyskałem!
-Harry, moja mama nie żyje.
-Ona chciałaby żebyś żyła! Tak bardzo bałem się, że cie stracę. -nie mógł opanować emocji. Widziałaś to.
-Jestem głupia. Jestem taka głupia. Tyle razy chciała dla mnie dobrze, a ja wybiegałam trzaskając drzwiami. Tyle razy robiłam jej na złość. Tyle razy nie wracałam do domu po naszych kłótniach. Harry, muszę umrzeć choćby po to żeby ją za to przeprosić. Ja nie mogę z tym dłużej żyć. 
-Nie mów tak!!! Błagam cie!!!- wstał gwałtownie i zaczął nerwowo chodzić w tę i we w tę łapiąc się za głowę. Wbijając zimne dłonie w brązowe loki. 
-Harry...-nie zareagował.
-Harry...-wyszeptałaś jeszcze ciszej tracąc siły.
-Harry... - podszedł w końcu do ciebie.
-Pamiętaj, że cie kocham. Proszę cię, nie zapominaj o tym nigdy. 
-Nie odejdziesz! Nie pozwolę ci! Póki masz dla kogo walczyć! Tom teraz siedzi na korytarzu wpatrzony w te drzwi i pewnie czeka, czeka- tak jak się umówiliśmy, że wybiegnę gdy się obudzisz. Nawet nie wiesz jak on cię kocha! Nie poradzi sobie teraz bez ciebie! Ja sobie nie poradzę! Myślałaś o Grace, cioci i wujku?! Wiesz ile razy siedzieli koło Toma pod tymi drzwiami? Szkoda, że nie widziałaś łez Kate i Soni! Szkoda, że nie widziałaś łez Sandry i Oliwii, które płakały tutaj żałując, że już nigdy cię nie zobaczą! Szkoda, że nie widziałaś niemal wszystkich uczniów ze swojej szkoły, którzy stali w pod tymi oknami krzycząc '[T.I], obudź się!'! Codziennie ktoś do ciebie przychodził! Szkoda, że nie widziałaś Juli, która tak płakała, że Niall musiał poprosić o zastrzyk uspokajający dla niej! Szkoda, że nie widziałaś Eleanor i Louisa, którzy płakali razem! Szkoda, ze nie widziałaś tak, chłopaków, którzy co tydzień przychodzili żeby zaśpiewać dla ciebie. Szkoda, że nie widziałaś ilu obcych ludzi chciało się tu dostać. Myślisz, że od kogo są te baloniki? - wskazał dłonią mnóstwo, naprawdę mnóstwo baloników, które kłębiły się po całym pokoju. Z różnymi napisami, rysunkami...
Złapałaś go za rękę. Miał na nadgarstku czerwone ślady. 
-Nie, błagam. Błagam..nie mów tylko, że ty...-ile miałaś sił wstałaś i nie bacząc na rozmaite rurki kontrolujące twój stan stanęłaś na nogi. Zachwiałaś się tak, jakbyś straciła w nich czucie. Jakbyś nie umiała chodzić. Zaczęły pikać rozmaite alarmy. Miałaś to gdzieś. Harry szybko cię złapał i przytulił. Płakaliście oboje.
-Zrobiłabym wszystko żeby cofnąć czas. Wierz mi. Zrobiłabym wszystko.
-Proszę cię. Po prostu nie rób mi tego więcej. Nigdy mi już tego nie rób. Nie uśmiechnąłem się ani razu odkąd zasnęłaś.
-A ile spałam? 
-Wystarczy, że powiem, że tydzień są moje 19 urodziny?
Czyli 5 miesięcy! Boże, jak to możliwe?! Czemu ty nic nie pamiętasz?! Nagle do pokoju wpadły pielęgniarki i lekarze. Zobaczyłaś bladą jak ściana twarz Toma. Koło niego stał ktoś jeszcze.
-Proszę natychmiast się położyć! -ktoś krzyknął ostrym głosem. 
-Nie. -odpowiedziałaś stanowczo. Harry złapał cię mocno i sam delikatnie ułożył na białej pościeli. Kucnął przy łóżku i patrzył ci prosto w oczy.
-Doktorze. Proszę mnie wypisać jak najszybciej.
-Ależ...
-Wystarczająco długo leżałam bez ruchu!
-Ale pani stan absolutnie...
-Proszę mnie wypisać! Chcę dziś wyjść do domu, rozumie pan?! Gdybym miała umrzeć już bym dawno umarła! Proszę mi więc tu nie pieprzyć tylko odłączyć to cholerstwo!- zaczęłaś się szamotać w emocjach. Harry coś mówił do lekarza w końcu ten odwrócił się do Toma, który podpisał jakiś dokument. Lekarz dał pielęgniarkom znać i w krótkim czasie prawie wszystkie rurki zniknęły z twojego ciała. Ktoś przyniósł ci wodę, jakieś tabletki i kule. Gdy wszyscy wyszli popatrzyłaś na Toma. Wyglądał bardzo marnie. Wychudzony, z szarą cerą. Czyżby zaczął palić? A może i pić? Chociaż, nie...nie pozwoliłby sobie na to. Harry by mu nie pozwolił...
Nagle zauważyłaś, że ktoś próbuje się dostać do pokoju. To była Julia. Szarpała się z kimś. Zaraz zauważyłaś blond czuprynę i już wiedziałaś, że to Niall. W końcu udało jej się wejść do pokoju. 
-On ją zabił [T.I]. Zabił ją! - krzyknęła do ciebie po czym Niall mocno ją do siebie przyciągnął i przytulił. Prze chwilę nie wiedziałaś o co jej chodziło, ale po chwili sobie wszystko przypomniałaś. Przed oczami przemknęło ci całe życie. Usłyszałaś w głowie krzyki tłumów ludzi, usłyszałaś płacz bliskich tobie osób. Zobaczyłaś płaczące dziewczyny wnoszące do pokoju baloniki i Harrego, który całował twoje zimne usta mówiąc 'Ty nie możesz żyć więc i ja nie będę.' Usłyszałaś krzyk pielęgniarki, która zobaczyła Hazzę całego we krwi. Zwaliło się na ciebie całe multum emocji. I wtedy sobie przypomniałaś. O mamie Jul. Ale nie umiałaś czuć smutku ani współczucia w stosunku do niej. Twoja mama też zginęła. I ty też, ale obudziłaś się bo Bóg postanowił dać ci tę jeszcze jedną szansę. Nie zmarnujesz jej. Co to to nie. 
-To jak będzie Tom? Wracamy do domu? - zapytałaś nie zwracając uwagi na Julię
Twój ojczym tylko podszedł bliżej i cię przytulił. Byłaś jego ostatnią nadzieją.

---

Po południu przyszli wszyscy chłopcy, oprócz Nialla. Po serdecznym powitaniu pełnym łez radości spakowali cię i uspokoili żebyś mogła wysłuchać lekarza. Zdecydowanie odradzał ci wyjście do domu, ale Tom podpisał zwolnienie na żądanie, a twój stan był stabilny więc mogłaś wyjść ze szpitala, oczywiście na własną odpowiedzialność. Będziesz miała problemy z koncentracją i koordynacją. Kule są niezbędne, aczkolwiek absolutnie nie ma być to zachęta do chodzenia. Rehabilitację możesz rozpocząć za dwa tygodnie. Na razie jesteś za słaba, twój organizm właśnie przeżywa wielki szok. Zalecany jest na razie pokarm płynny. Czyli zupy i kleiki. Dostaniesz do domu leki, których dawkowanie masz zapisane w karcie pacjenta. Za tydzień obowiązkowo wizyta kontrolna. Masz się nie przemęczać. Co dwa dni będzie przychodziła do ciebie do domu pielęgniarka, która skontroluje twój stan. 
Bardzo się cieszyłaś na ten powrót do żywych. Czekało cię teraz wiele trudności. Chciałaś mieć trochę czasu na ogarnięcie wszystkiego. Nie pogodziłaś się jeszcze ze stratą mamy. No i zaczynało ci być głupio z powodu Jul...

------

Nie przesadziłam z dramatyzmem? =P W życiu nie zawsze jest kolorowo i po prostu chciałam to pokazać. Następne części będą weselsze ale nie zabraknie emocji więc jeśli czytacie tego bloga -> to czytajcie go dalej! =D