środa, 28 listopada 2012

Imagin cz. 27

Kate - Video Games

Obudziło mnie dziwne przeczucie. Od czasu porwania  w ogóle miałam problemy ze snem, ale to było coś innego. Byłam pewna, że już nie zasnę, więc wstałam, ubrałam się i cichaczem wymknęłam z mieszkania nikogo nie budząc. Bardzo bałam się wychodzić sama. Bez względu na porę dnia czy pogodę. Po prostu wyjście na zewnątrz stało się kolejną trudnością, taką samą jak napisanie testu z matematyki...kiedyś to przychodziło jak oddychanie. Coś naturalnego. Teraz już nie.
Mimo to wyszłam na ulicę. Owionęło mnie chłodne powietrze. Weszłam w gęstą, poranną mgłę i szłam tak powoli ulicami Londynu omijając liczne kałuże. Lawirowałam pustymi chodnikami, alejkami parkowymi, oglądałam wystawy sklepowe. Przyznam, że to było straszne uczucie. Tak jakbym sama tutaj mieszkała...w takim wielkim mieście...
Z czasem zaczęło się robić bardziej tłoczno, coraz więcej osób przebiegało gdzieś spiesząc się na metro czy autobus, coraz więcej samochodów przecinało beznamiętnie ulice. Usiadłam w kawiarni. Po chwili zorientowałam się, że to jest ta sama kawiarnia, w której kiedyś zostawiłam [T.I], a ona potem spotkała Harrego...
Tak, teraz [T.I] była dla mnie właściwie niedostępna. Nie mówiłam jej o tym, bo nie chciałam obarczać jej swoją samotnością. Przecież nie mogę mieć do niej pretensji. Od razu zareagowała na tamtego smsa...a co by było gdyby nie ona? Czy teraz siedziałabym sobie w kawiarni?
Nagle zobaczyłam znajome mi twarze. Ach, no tak to była Grace i Brian, a z nimi...Peggie i Damien.
Tak...od kiedy Grace przeniosła się do naszej szkoły stała się od razu najsłynniejszą dziewczyną. Ładna, przebojowa...no i jeszcze do tego kuzynka [T.I]! Znała Harrego osobiście! Ba, jej chłopakiem był sąsiad Louisa! Oczywiście mój były nie byłby sobą gdyby od razu nie przystawił się do towarzystwa. Dupek. Grace zajęta to poleciał do Peggi, a co...szkoda gadać.
Wyszłam niezauważona i poszłam przed siebie. Klapa. I pomyśleć, że to między innymi przez niego moja relacja z [T.I] tak się osłabiła...To on był w końcu powodem, dla którego zostawiłam ją wtedy samą w kawiarni! Kiedy to było? Właśnie...przypomniałam sobie to co nie dawało mi spać. Rocznica Harrego i Kate! Dokładnie rok temu wyznał jej (co prawda w sposób niedolny) miłość w mieszkaniu Louisa, a potem była ta legendarna wręcz parapetówka u Grace. Minął rok, a czułam się jakby to było wczoraj.
Trzeba jakoś dać znać, że pamiętam! Ale z drugiej strony chyba nie warto im przeszkadzać...szłam pogrążona w rozmyślaniu, gdy ktoś na mnie wpadł! 
-Ojeju! Przepraszam...-rzekł uroczy brunet podnosząc rzeczy, które wypadły mi z torebki.
-Ach, nic się nie stało. -sama zaczęłam wrzucać przedmioty z powrotem do przegródek.
-Ej, a my się skądś nie znamy? -zapytał błyskotliwie patrząc mi prosto w oczy. Faktycznie wyglądał znajomo!
-Czy ty przypadkiem nie prowadziłeś rok temu warsztatów tanecznych w szkole za rogiem?
-Prowadziłem!
-Hahahah. No to już pamiętam. W takim razie przypomnę. Kate jestem. -powiedziałam wyciągając do niego dłoń. Złapał ją i przedstawił się
-Andy. Miło mi poznać. Ponownie.
-Nawzajem. -odpowiedziałam z uśmiechem. Warsztaty były super. Chociaż tak naprawdę to wszystko do nich się zaczęło. Wtedy, po kłótni ze mną [T.I] pobiegła do szkoły muzycznej i złamała tę cholerną nogę! A zresztą...było minęło...- Znowu prowadzicie jakieś warsztaty?
-Nie. Tym razem nie. -zaśmiał się. Moja młodsza siostra uparła się, że będzie zdawać tu do szkoły dziennikarskiej. 
-Na nowej uczelni? 
-Tak. Wydaje mi się, że tak.
-Jeju! Naprawdę? Ja też tam zdaje! -ta rozmowa coraz bardziej poprawiała mi humor.
-Serio? Ona jest taka podekscytowana. Rodzice kazali mi jechać z nią. Pomóc wynająć mieszkanie itd.
-Hhaha. Opiekuńczy, straszy brat?
-Żebyś wiedziała. A ty masz rodzeństwo?
-Siostrę. Ma na imię Lia, ma 6 lat i jest najsłodszą istotką jaką znam. No, może na równi z braćmi szanownej [T.I] Styles. -zabrzmiało to cierpko. Mimo iż nie miało tak zabrzmieć. Chyba. 
-[T.I] Styles? -zaśmiał się. -Nie mów tylko, że masz na myśli [T.I] [T.N]. 
-Właśnie ją! Znasz ją skądś?
-To znaczy słyszałem o niej. Miałem tańczyć ogółem w teledysku One direction. I z moją grupą mieliśmy opracować dla nich choreografię na jeden koncert...
-Masz grupę taneczną?
-Taka tam. Kilku znajomych.
-Jakaś dziewczyna? 
-Nie, a co. Chętna? -zaśmiał się.
-No co ty. Ale kocham tańczyć.
-To co ty masz zamiar robić na dziennikarstwie?
-Sama nie wiem. Mam wiele pasji. 
-Ciężko tak chyba nie wiedzieć co chce się robić w życiu...
-A ty wiesz?! -zdenerwowałam się.
-Tańczyć. 
-No to masz faktycznie ułatwione zadanie.
-Oj, dobra. Proponuję koniec złośliwości. W rekompensacie postawię ci kawę. Co ty na to?
-Przed chwilką piłam...
-No to, nie wiem. Drożdżówkę? Daj się gdzieś zaprosić.
-Niech ci będzie. -powiedziałam. Nie miałam nic do stracenia, a chłopak był sympatyczny. 



-Błagam, powiedź coś. -przerwał Harry niezręczną ciszę.
-Ale ja...ja nie wiem co powiedzieć. Nie spodziewałam się takiego poważnego gestu z twojej strony...to po prostu...po prostu...-nie mogłaś znaleźć słów. To ci się nawet nie śniło! 
-Usłyszę to upragnione słowo czy zejdę na zawał?
-Harry, wyjdę za ciebie! Tak, tak i jeszcze raz tak! Oczywiście! To jakieś szaleństwo, ale tak strasznie cię kocham... -gdy zobaczyłaś jego uśmiech myślałaś, że zemdlejesz. Był przeszczęśliwy. Naprawdę. Nie widziałaś go bardziej uradowanego. Włożył na twój palec delikatny, ale piękny pierścionek. Bardzo niepozorny, co dało ci do zrozumienia, że nie będziecie od razu oznajmiali tego całemu światu. To tez powód, dla którego nie zrobił tego, np. na koncercie. 
Przytuliłaś go ze łzami w oczach.
-Choćby nie wiem jak było ciężko ja zawsze będę cię kochał. Zawsze. -cieszyliście się cudowną, młodzieńczą radością. To było wariactwo, zdawałaś sobie sprawę, że nie masz pojęcia na co się porywasz. Ślub z pewnością będzie dłuuugo odwlekany, ale taki poważny krok to był dla ciebie i tak ogromny dowód. Jego bezgranicznej miłości. Leżałaś na łóżku,a on śpiewał ci Little Things i poczułaś, że dopiero teraz tak naprawdę rozumiesz słowa tej piosenki. Po chwili samowolnie sięgnełaś po komórkę i napisałaś smsa 
'Pierścionek na moim palcu!
Ale shhhh to tajemnica. Tom dowie się potem.
Wiem, że to szaleństwo, ale wariuje ze szczęścia.
Wierzę, że zrozumiesz.' 
Już chciałaś wysłać go pod numer mamy, gdy nagle coś ukłuło cię w sercu. Jej już nie ma. Nawet nie wykasowałaś jej numeru z komórki. No bo jak to? Nie mieć mamy na liście kontaktów...
Nie, nie chciałaś się zadręczać co by powiedziała, gdyby żyła. Byłaby przy tobie, jak zawsze. Niezależnie od tego jakie głupoty robiłaś zawsze była przy tobie. I teraz też jest. Nawet bliżej niż kiedyś. Była pewnie przy Harrym jak się zastanawiał, jak wybierał pierścionek...teraz będzie trwać przy tobie niezależnie od miejsca. Będzie częścią każdej twojej decyzji. 
-Harry?
-Tak? -zapytał z uśmiechem.
-Chciałabym odwiedzić jedno miejsce...


_____


Z góry przepraszam, że takie przejście nastrojowe w środku, ale same rozumiecie...wena się kłania.

wtorek, 27 listopada 2012

Imagin cz. 26

OBOWIĄZKOWO They don't know about us

Obudziło cię lekkie smyranie po szyi. Przeciągnęłaś się i leniwie otwarłaś oczy. Cudowanie było zobaczyć znowu ten uśmiech. Słodkie dołeczki, głębokie spojrzenie. Mogłabyś mu się przyglądać bez końca. Był naprawdę idealny. W każdym calu. Nie dochodziło do ciebie to, że połączyło was takie uczucie.
-Wyspana? -zapytał słodkim głosem.
-Bardzo. -ziewnęłaś.
-Głodna?
-Och, jeszcze bardziej. 
-To świetnie się składa. -powiedział po czym wyszedł na chwilę z pokoju żeby wrócić z wielką tacą pełną pachnących pyszności.
-Śniadanie do łóżka? Rozpieszczasz mnie. -mruknęłaś przyciągając go do siebie. 
-Zaczekaj. Mam ci do powiedzenia coś bardzo ważnego.
-Słucham.
 Serce nagle szybciej ci zabiło gdy klęknął przy łóżku i złapał cię za rękę. Od razu usiadłaś. 
-Jesteśmy ze sobą już rok. Cudowny rok. To był rok pełen trudności, ale wierzę, że to jest najlepszym dowodem na to jak mocna jest nasza miłość. Byłbym w stanie zrobić dla ciebie wszystko. Absolutnie wszystko. Jesteś dla mnie najważniejsza. Chwile spędzone z tobą są dla mnie najcenniejsze. Czuję, że masz tak samo. Przynajmniej tak mi się wydaję. Chciałbym móc zawsze być dla ciebie podporą. Chciałbym zawsze umieć ci pomóc.
Wiem jak bardzo nie lubisz mojej sławy. Nie przyjaźnisz się blisko z chłopakami, nie przepadasz za Paulem. Denerwują cię paparazzi i namolne fanki. Odkąd się znamy nie masz facebooka ani twittera, właściwie nie czytasz gazet, bo nie chcesz czytać o One Direction. -już chciałaś mu przerwać. Powiedzieć 'to nie tak'. Wiedziałaś, że byłby w stanie odejść z zespołu dla ciebie. Bałaś się, że to zrobi. Nie pozwolił ci jednak dojść do słowa. -To jednak jest dla mnie tylko dowodem, że jesteś ze mną ze względu na mnie, a nie sławę. Chłopaki...oni są...są dla mnie wszystkim. Muzyka, zespół. To dzięki niemu cię poznałem. Może wolałbym teraz nie być sławny, ale to co przeżyłem jest takie piękne. Nie ma lepszego uczucia niż śpiewanie razem z tysiącami fanów. To są takie emocje. Mam nadzieję, że rozumiesz.
I wiem jak młodzi jesteśmy, ale zastanów się: my już dawno nie jesteśmy dziećmi. To nie jest niewinne zauroczenie. Ja cię tak kocham, że...po prostu wariuję.
Nie mogę dłużej czekać, nie mogę. Może to błąd, wierzę jednak, że nie. 
[T.I], spytam najprościej jak potrafię. Po prostu...'Wyjdziesz za mnie?'

-Serce podskoczyło ci do gardła. Emocje zalały głowę do tego stopnia, że nie mogłaś ułożyć żadnej myśli.


________________

Ktoś to wgl czyta? Hahah, mam wrażenie, że piszę dla siebie. W każdym razie. Pisze dalej! =3

poniedziałek, 26 listopada 2012

Imagin cz. 25

Zobaczyłaś go naprzeciwko siebie. Wyglądał świetnie w idealnie skrojonym, czarnym garniturze. Młodzieńczego uroku dodawał mu różowy krawat w jakieś wzorki.  Stał wpatrzony w ciebie. Uśmiechał się ciepło i wyciągał ku tobie dłoń. Podeszłaś do niego kilkoma krokami. Zadziwiło cię jaka byłaś lekka. Biegłaś na bosaka, zwiewna, kremowa sukienka wirowała dookoła ciebie, a ty czułaś się jakbyś leciała. Złapałaś go za rękę. Położył dłoń na twoich plecach i zaczęliście tańczyć. Wpatrywałaś się w jego szczęśliwe, zielone oczy. Dołeczki tak wyraźne jak nigdy dotąd. Ten cudowny uśmiech pełen szczerości. 
Wyciągnęłaś rękę aby dotknąć jego miękkich loczków i nagle jego twarz się zmieniła. Zbladła, stała się jakby chudsza i zdecydowanie smutna. Powieki opadły na nieprzytomne oczy. Zauważyłaś, że gładzisz go po policzkach, a twoje łzy kapią na jego chłodne usta. Poczułaś silny ból ramion. Jakieś obce dłonie odciągały cie do tyłu. Odwróciłaś się wściekła, ale i zdezorientowana. Zobaczyłaś głęboki żal, smutek Zayna i Nialla, którzy właśnie próbowali cię obezwładnić. Wyrywałaś im się jak dzikuska. Włosy po chwili przestały trzymać się ozdobnych spinek do koka i zaczęły tańczyć dookoła twojej głowy. Cienki, czarny materiał sukienki plątał ci ręce i nogi. Utrudniał ruchy. Zobaczyłaś jak zamyka się lśniące, białe wieko. Przyglądałaś się skołowana ogromnym kroplom deszczu ścigającym się, która pierwsza dotrze do czarnej rączki trumny.
Nagle poczułaś potworny ból w skroni. Ktoś tobą potrząsał jak grzechotką.
-Hej, [T.I]! Wszystko dobrze? -popatrzałaś w zmartwione oczy Harrego.
-Nic nie jest dobrze! Ja chyba zwariowałam! Co tu się dzieje do cholery?! Ktoś mi wytłumaczy?! -wybiegłaś roztrzęsiona z przestronnego pokoju. Leciałaś przed siebie, na oślep. Wpadłaś prosto w ręce Nialla. 
-Hej! Ćśśśś. Mała, co się stało? -wybuchłaś takim płaczem, że nie mogłaś się opanować. Usłyszałaś szybkie kroki Hazzy. Zobaczyłaś pełne współczucia spojrzenie Nialla.
-On, on przecież nie żyje! Przecież przed chwilą go pochowaliśmy! -krzyczałaś spanikowana w stronę Niallera. Hazza objął cię delikatnie.
-To nie sen? Harry, powiedź mi. Żyjesz? Nie umiem odróżnić już rzeczywistości od fikcji...
-Nie, to nie sen. Żyję, jestem tu przy tobie.
-Co się stało?
-Zemdlałaś.
-Gdzie jesteśmy?
-W poradni psychologicznej.
-Co? Jak? Dlaczego?!
-To już twoje trzecie spotkanie po porwaniu Kate. Przychodzimy tu żeby porozmawiać ze specjalistą. Czekamy aż będziesz gotowa żeby złożyć zeznania na policji. 
-Jak to? Co z Kate?
-Jest bezpieczna. Udało się uratować ją i zresztą wszystkie inne dziewczyny również.
-Gdzie ona teraz jest?
-Piętro wyżej. 
-Błagam, zabierz mnie do niej.
-Zaraz pójdziemy, spokojnie. Najpierw się uspokój. -oddychałaś razem z nim biorąc głębokie wdechy. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Uspokoiłaś się. Harry i Niall razem z tobą. Nagle coś do ciebie dotarło. Straszna, obezwładniająca myśl. 
-Co z Julią? -popatrzałaś w zdziwione oczy Nialla. Nie spodziewał się takiego pytania. Harry również jednak popatrzył na niego wyczekująco.
-Wyjechała.
-Ale jak to? Mówiłeś, że..-zaczął Hazza.
-Nie chciałem was martwić. Widziałem ile cię to nerwów kosztuje. Ta cała sprawa z magazynem...to było dla ciebie coś prywatnego. Poza tym ostatnio tyle się dzieje. Naprawdę nie ma sensu zawracać wam głowę moimi problemami.
-Och, Niall. -przytuliłaś go. Odwzajemnił twój uścisk.
-Więc wyjechała, tak? Zapewne dodała, ze robi to dla twojego dobra, bezpieczeństwa i, że masz jej nie szukać ani nie próbować się z nią skontaktować?
-Słowo w słowo. -odparł ponuro. W sumie rozumiałaś ją w pewnym sensie. Znienawidziłaś ją po tym jak potraktowała Nialla. Wyszła wtedy z twojego domu dosłownie bez słowa pożegnania...a jednak było w jej zachowaniu coś, co sprawiło, że trochę jednak starałaś się ją usprawiedliwić. 
Nagle ktoś wam przerwał. Sympatyczna blondynka w średnim wieku wtrąciła cicho
-Przyszłam sprawdzić czy wszystko w porządku.
-Tak, już tak. -odpowiedział Harry.
-Świetnie. W takim razie spotykamy się za tydzień. -powiedziała z uśmiechem po czym odeszła.
-Ufff...nie znoszę lekarzy. -dodał Niall po czym wszyscy zaczęliście się śmiać. 
-Chodźmy do Kate. -zaproponował Harry wciskając guzik od windy. 

Tak się cieszyłaś, że z Kate było wszystko w porządku! Wciąż była lekko roztrzęsiona i miała parę siniaków, ale i tak wszystko bardzo dobrze się skończyło. Pamięć po -jak się okazało -uderzeniu w głowę całkiem już ci wróciła. 'Handlarze' siedzieli w areszcie i czekali na wyrok. I dzięki Bogu. Magazyn został dokładnie przeszukany i teraz był remontowany. Dziwne, ze nikt się nim wcześniej nie zainteresował. 
Zjedliście wspólnie obiad na mieście po czym Harry postanowił pokazać ci jakąś 'niespodziankę'. 
Jak to miał w zwyczaju przewiązał ci oczy chustką i gdzieś zawiózł. Gdy mogłaś już otworzyć oczy zaniemówiłaś. Byłaś w bardzo nowocześnie, ale przytulnie urządzonym apartamencie. Były tu również TWOJE rzeczy! No i wszystko BARDZO w twoim stylu.
-Witaj w domu! -krzyknął Hazza szczerząc się.
-Matko, Harry. Tu jest po prostu...wspaniale. No nie wiem co powiedzieć. 
-Po prostu daj mi buziaka. -powiedział słodko. Oczywiście pierwszy się do ciebie przykleił i całowaliście się tak długo wtuleni w siebie na progu nowego mieszkania. 
-Podoba ci się?
-To mało powiedziane! -ruszyłaś w głąb przestronnego salonu. Ściany ozdabiały TWOJE FOTOGRAFIE. Nie zabrakło miejsca dla wielkich kanap i foteli idealnych do przyjmowania gości, wygodne pufy i oczywiście biurko z nowoczesnym sprzęcichem już czekały na nowych właścicieli. Kino domowe, wielka szafka ze wszystkimi twoimi ulubionymi książkami. Wielkie okna z widokiem za milion dolarów. To było mieszkanie twoich marzeń.
Hazza oprowadzał cię z entuzjazmem po pokojach. Wielka kuchnia połączona z przestronną jadalnią, wypasiona łazienka, 'pokój gier', gościnny w końcu sypialnia...
Harry rzucił cię na łóżko. Śmiałaś się jak szalona. 
-Tylko co z Tomem, z chłopcami?
-Spokojnie, niecałe 10 minut metrem.
-Kate?
-Przecież w tym roku zdaje do szkoły dziennikarskiej dwie przecznice stąd. 
-Kocham cię. 
-Ja ciebie bardziej. -powiedział po czym zanurzył się w twoich włosach. Naprawdę go kochałaś. Nie mogła uwierzyć, że wam wyszło. No cóż...zaraz będziesz mieć 17 lat. Niby niewiele, a już czujesz, że zaczęłaś dorosłe, samodzielne życie. Postanowiłaś wyznać loczkowi co tak bardzo cię trapiło w ostatnim czasie.
-Nie chcę żebyś mnie zostawiał.
-Przecież nigdy cię nie zostawię.
-Nie o to mi chodzi. Mam na myśli tournee...
-El i Perrie często do nas przylatują, gdy jesteśmy w trasie. Ty też będziesz mogła.
-Ale ja nie chcę przylatywać. Ja chciałbym być przy tobie.
-Jesteś pewna? Takie trasy są bardzo trudne. Wiem, że masz swoich przyjaciół, pasje. Głupio by było tak to zostawiać.
-W sumie masz rację...
-Spokojnie, jeszcze trochę czasu. Jak na razie nie wyjeżdżam nigdzie na długo.
-Dzięki Bogu. -odpowiedziałaś po czym znowu wasze usta się złączyły.

________________

Wybaczcie ewentualne błędy. Piszę mega zmęczona więc same rozumiecie... .___. PADAM! ;c

Imagin cz. 24

Harry

Znałem dobrze to miejsce. Kiedyś, gdy jeszcze nie byłem sławny mój przyjaciel wciągnął się w ćpanie. Był zdesperowany. Pożyczał sporo kasy, miał długi. Zwierzył mi się kiedyś, że jeden z dilerów zaproponował mu darmowe działki za pomoc w jakimś przemycie porywanych kobiet. Nie mam pojęcia dlaczego mu nie uwierzyłem. Chyba nie wziąłem tego na poważnie. Zresztą, byłem tylko głupim gówniarzem. Gdy byłem na wakacjach w Londynie spotkałem go, zabrał mnie w to miejsce, ale nie przekroczyłem progu magazynu. Znowu stchórzyłem. Nie zgłosiłem tego na policję choć widziałem związane dziewczyny wrzucane jak mięso do furgonetek.
A teraz trafiła tam najlepsza przyjaciółka mojej ukochanej [T.I] . Czułem się za to odpowiedzialny, bo kiedyś gdybym coś zrobił to by do tego nie doszło.
Wszystko tutaj idzie sprawnie. Maszynowo. Jak na taśmie produkcyjnej. Zanim zadzwonił bym na policję już by się zwinęli. Zacząłem walić pięściami w blaszane drzwi magazynu. Głośne echo rozniosło się dookoła.
-Ty, co jest stary?! -usłyszałeś donośny, znajomy głos.
-Nie no. Nie wiem. Sprawdź. Tylko weź łom. Jakby co to mu przyjebiesz. -odezwał się drugi, złowrogi głos.
Usłyszałem głośny chrzęst zamka i drzwi się otworzyły.
-Kogo ja widzę! Patrick, chodź to zobacz!
-Co jest?
-LALUŚ nas odwiedził!!! Hahhahahahah!!! Nie no, nie mogę!!
-O jpd! Pan Hannah Montana!
-Dobra, skończyłeś? -zapytałem.
-Po co przylazłeś?
-Proszę cię. Wypuść Kate.
-Kogo? Oszalałeś?! A może już zadzwoniłeś na policję, co? Hhahha, a no tak. Zapomniałem, że ty jesteś tchórzem.
Nie wytrzymałem. Przywaliłem mu w twarz.
-Łoooo! Spokojnie! -krzyknął jego kolega po czym nagle dostałem czymś w tył głowy i ciemno mi się zrobiło przed oczami.

Ty

Usłyszałaś policyjne syreny. Zaczęłaś machać panicznie rękoma w stronę dwóch radiowozów.
-To tutaj! Tu! -krzyczałaś.
-Spokojnie panienko. Gdzie dokładnie? -tłuściutki wesołek wychylił się z okna radiowozu.
Wskazałaś palcem na tylną bramę od magazynu. Z pierwszego pojazdu wyszło trzech, z drugiego czterech policjantów. Ruszyli cichaczem w stronę drzwi. Ktoś najprawdopodobniej wyszedł na zwiady. Zdaje się jakiś praktykant. No tak. Lepiej narażać młodziaka niż siebie. Zza rogu dochodziły stłumione odgłosy bójki. Nagle mężczyźni zaczęli wracać biegiem do samochodów i zdaje się wzywać posiłki.
Tego już było za wiele. Boże, a co z Harrym?! Zamarłaś. Twoje ostatnie wspomnienie to przerażone spojrzenie zakrwawionego na twarzy bruneta o błękitnych oczach. Potem film się urwał...

środa, 21 listopada 2012

Imagin cz. 23

Hej! Mam wrażenie, że całe wieki mnie tu nie było .___.
Nie pytajcie dlaczego. Jakoś szkoła mi teraz mnóstwo czasu zajmuje. Makabra. Też pracujecie teraz na pełnych obrotach? (u nas kończy się trymestr i nauczyciele nieźle dają w kość)

Chciałabym podziękować wam za coraz więcej wejść. Wciąż jest ich mało ale ta liczba rośnie i to mnie cieszy. Szkoda, ze nie komentujecie, bo nie wiem czy się podoba czy nie i co zmieniać...ale cóż. Przeżyję.

Tymczasem przechodzę do części właściwej posta...


---

Włączcie Skyfall


Wyskoczyłaś z łóżka jak poparzona. Poczułaś przypływ adrenaliny.
-Hej! co się stało? -spytał zdezorientowany Hazza
-Kate ma kłopoty. Zobacz. -rzuciłaś w niego komórką.
-No spokojnie, to może oznaczać wszystko.
-Wszystko? Błagalna prośba o pomoc? Niejasna, krótka wiadomość jedynie z adresem? A właściwie nie?
-Dobra masz rację. Jedziemy.

Niall spał głęboko, nie było sensu go budzić. Wpadłaś do gościnnego. Olivia tak jak się spodziewałaś nie spała, leżała na łóżku i zapewne pisała smsa.
-Hej! Olivia musimy pilnie wyjść. Jakby co to zaopiekuj się chłopcami, ok?
-Tak, dobrze. Ale co... -nie słuchając jej wybiegłaś z pokoju. W samochodzie wytłumaczyłaś Hazzie drogę.

 
Kate

Właśnie wracałam do domu od Peggi, u której byłam żeby dokończyć projekt z biologii. Usłyszałam w bocznej alejce jakieś hałasy. Przyspieszyłam kroku. Nagle z uliczki wybiegły dwie przerażone dziewczyny. Przywarłam do muru. Obserwowałam goniącą je białą furgonetkę, która po chwili stanęła. Wyszli z niej jacyś postawni mężczyźni. Było ich może dwóch albo trzech. Złapali dziewczyny po czym wrzucili je do bagażnika i już chcieli odjeżdżać, gdy zobaczyli mnie. Serce na chwilę mi stanęło.
-Ty! Tam jest jeszcze jedna! -krzyknął jeden z nich i popędzili w moją stronę. Byłam sparaliżowana strachem. Nie mogłam się ruszyć. Złapali mnie mocno za nadgarstki. Wyrywałam się i szamotałam ze wszystkich sił, ale było już za późno. Wrzucili mnie do furgonetki i usłyszałam warknięcie silnika.
Oprócz mnie było jeszcze kilka związanych dziewczyn. Te dwie, które wcześniej uciekały wyglądały na wycieńczone, miały liczne obtarcia, skaleczenia. Zresztą reszta też nie wyglądała najlepiej. Co tu się dzieje? Za pomocą zębów pozbyłam się brudnej szmaty, którą miałam zawiązaną na ustach, ale gdy chciałam się odezwać dziewczyna siedzącą naprzeciwko energicznie zaczęła machać głową w prawo i lewo. Czyli siedzieć cicho -pomyślałam.
Samochód jechał krótko. Po chwili zostałyśmy 'wyładowane' w jakimś magazynie po czym przewleczone siłą do mniejszego pomieszczenia obok. Gdy usłyszałam chrzęst klucza w zamku i oddalające się kroki od razu się odezwałam
-Co tu się dzieje? Dlaczego uciekałyście? Gdzie nas zabrali? -jednak nikt mi nie odpowiedział. Dziewczyna na przeciwko zaczęła szlochać. Uwolniłam dłoń ze sznura, który był zawiązany wokół moich nadgarstków. Zachowując zimną krew wyjęłam telefon z tylnej kieszeni spodni i wtedy usłyszałam głośne stukanie ciężkich butów i jakieś krzyki. Najszybciej jak mogłam niewiele myśląc wysłałam rozpaczliwego smsa do [T.I] po czym drzwi szeroko się otwarły.



Dojechałaś z  Harrym do starego magazynu za szkołą. Zaparkowaliście kawałek dalej, aby nikt was nie zobaczył. Ruszyliście cicho wąską ulicą. Za blaszaną bramą słychać było jakieś hałasy, zamieszanie. 
-Jezu, to musi być tu. -pisnęłaś cicho.
-Zaczekaj przy samochodzie, zrozumiałaś? -powiedział H po czym ruszył przed siebie.
-Ale Harry! -tylko przyspieszył kroku. Nie byłaś już go w stanie dogonić. Czułaś się strasznie. To nie mogło się dziać na prawdę. Wróciłaś do samochodu. 'Trzeba działać' - pomyślałaś. Wyjęłaś komórkę. 
-Dobry wieczór. Nazywam się [T.I] [T.N] i chciałabym zgłosić porwanie...17...nie znam ulicy to..to jest taki duży magazyn za uniwersytetem muzycznym...tak, ale proszę przyjeżdżajcie szybko, mój chłopak tam poszedł...19...Harry Styles, tak ten...Proszę o pomoc! -starałaś się zachować spokój podczas, gdy osoba z centrum bezpieczeństwa po drugiej stronie najwyraźniej brała cię za spanikowane dziecko. Rozłączyłaś się. Oby przyjechali szybko.

niedziela, 18 listopada 2012

Imagin cz. 22

Podczas wywiadów Niall był wyraźnie przygaszony. Martwiłaś się o niego. Nawet bardzo.

Po jakimś czasie dołączyła do ciebie Eleanor, która również miała uczestniczyć w wieczornej imprezie. Po budynkiem stał już oczywiście tłumek fanek. Postanowiłyście zrobić im przyjemność i wykorzystując chwilę wolnego czasu pobiegłyście do pobliskiego sklepu z zabawkami, w którym kupiłyście mnóstwo baloników. Pomogły wam je nadmuchać dzieci pracowników redakcji czasopisma, któremu chłopcy udzielali wywiadu. Potem dałyście im je do podpisania i wyszłyście przed budynek żeby rozdać fankom. Podobało ci się, że takimi drobnymi gestami mogłaś sprawić im tak wielką radość.

Potem pojechaliście do klubu. Świetnie się bawiłaś, chociaż prawie nikogo z tych sławnych osób, które gościły na imprezie nie znałaś. Właśnie szłaś z Demi w stronę toalety, gdy zobaczyłaś przy barze Nialla. Pił jedną kolejkę po drugiej. Od razu do niego podeszłaś.
-Oh, Niall. -był najprościej mówiąc totalnie nawalony.
-Łeee? -popatrzał na ciebie nieprzytomnym wzrokiem.
-Idę po Harrego. Nie ruszaj się...zresztą w tym stanie daleko nie zajdziesz.

Szybko znalazłaś Hazzę w tłumie.
-Harry, sytuacja awaryjna. Nialler się spił. Podjedź samochodem pod tylne wyjście zaraz go tam zawlokę z ochroniarzem. -Hazza pokiwał głową i od razu ruszył w stronę drzwi. Wróciłaś do Nialla. Poprosiłaś 2 osoby z ochrony żeby pomogły mu dojść do tylnego wyjścia. Gdy byliście w samochodzie usiadłaś z tyłu obok Nialla. Rozpłakał się.
-Niall, nie płacz, proszę. -mimo iż śmierdział whisky przytuliłaś go mocno, a on odwzajemnił ten uścisk.


Na szczęście N dawał radę utrzymać się na nogach. Otworzyłaś drzwi i weszliście do domu. Zza schodów wyszła Olivia. Wyglądała na zdziwioną, pewnie spodziewała się was później. Podeszła, a wtedy Niall rzucił się jej w ramiona z płaczem. Tak, zdecydowanie był mocno wstawiony.
Harry już chciał go odciągnąć od Olivii, ale on puścił ją mówiąc
-Jul! Czemu ty mi to robisz?! Nie odchodź, ja cie kocham! -po czym pocałował Olivię. Dziewczyna wyglądała na zaskoczoną, ale od razu skrzywiła się z odrazą - nic dziwnego, nie zazdrościłaś jej bycia obiektem pijackich przywidzeń Nialla.
-Niall! Co ty wyprawiasz?! -dałaś mu mocno z liścia, tak mocno, że aż zabolała cię ręka. -Harry, błagam cię zabierz go do góry i ogarnij jakoś. Byle cicho, chłopcy śpią.  -powiedziałaś do loczka po czym zwróciłaś się do Olivii. -Przepraszam za niego strasznie, nawet sobie nie wyobrażasz. On przeżywa teraz bardzo trudne chwile. Nie chciałabyś być na jego miejscu. Proszę cię, zostań na noc, nie będziesz przecież wracała tak późno do domu. Chodź, zaraz dam ci coś na przebranie i pokażę pokój gościnny.
-Wolałabym jednak...
-Nie żartuj, rodzice się nie pogniewają. Nic się przecież złego nie stanie. Harry podwiezie cię rano do domu.
-Harry?
-No mój chłopak. Ten co tu za mną stał.
-Czekaj, czekaj. Czy wy mnie wrabiacie? Harry, Niall. Nie, nie mów, że...
-Owszem. Jesteś w jednym domu z dwoma członkami One direction i dziewczyną jednego z nich.
-Niall Horan przed chwilą mnie pocałował! Prawdziwy Niall Horan!
-Wiesz co? Dochodzę do wniosku, że to właśnie miała być ta niespodzianka Toma...Jeju, z nim to można zwariować. Dobra, chodź pokażę ci ten pokój. -poszła za tobą lekko zszokowana. Byłaś przynajmniej pewna, że zostanie na noc.

Gdy pokazałaś jej co i jak zapytała cię jeszcze -Ej, jak to jest być dziewczyną Harrego? Błagam, powiedź mi. -mimowolnie się zaśmiałaś.
-Świetnie. Jak chcesz jutro możemy o tym pogadać przy śniadaniu, ale teraz muszę iść do naszego nieszczęśliwca zobaczyć czy żyje. Dobranoc.
-Dobranoc. -odpowiedziała, ale byłaś pewna, że tej nocy nie zaśnie.

-Co z Niallem? -zapytałaś Harrego, gdy tylko weszłaś do sypialni.
-Już lepiej. Położył się w salonie, przymusiłem go do umycia zębów i przebrania się w coś wygodnego.
-Bardzo dobrze. -odetchnęłaś i usiadłaś na łóżku. -Matko, jestem taka zmęczona.
-Jak bardzo? -zapytał szczerząc się. Wiedziałaś do czego zmierza.
-Harry, mamy gościa!
-No i co z tego? A jak mi jeszcze zemdlejesz pod prysznicem? Muszę cię pilnować! -zaśmiałaś się i westchnęłaś.
-No cóż, chyba nie mam wyjścia, prawda?

Gdy już leżeliście w łóżku oczy dosłownie same ci się zamykały.
-Jak myślisz? Co będzie dalej z Julią?- zapytał loczek
-Szczerze? Nie mam pojęcia. Boję się tego wszystkiego. -odpowiedziałaś i w tym samym momencie usłyszałaś sygnał smsa. Chwilę walczyłaś z sobą, ale w końcu sięgnęłaś po komórkę leżącą na szafce koło łóżka.
Od: Kate
Magazyny za starą szkołą muzyczną. Błagam, ratuj.

---

Muszę wprowadzić na bloga dreszczyk emocji, bo staje się on dość nudny. Jak na razie nie mam pomysłu na zakończenie tego imagina. Dłuży się on i dłuży, ale niech jeszcze sobie pożyje = )

sobota, 17 listopada 2012

Imagin cz. 21

Harry szykował się do wywiadu podczas, gdy ty robiłaś chłopcom pudding w kuchni. Nagle usłyszałaś pukanie do drzwi.

Otwarłaś i zobaczyłaś mokrą od deszczu Jul. Zapłakaną i wyglądającą bardzo, bardzo marnie.
-Jul! Co się stało?! -krzyknęłaś szybko zapraszając ją do środka. 
Hazza właśnie zszedł po schodach.
-Harry! Przynieś jakiś ręcznik, szybko!
Po chwili H wybiegł z łazienki z wielkim, puszystym ręcznikiem i suszarką do włosów. 
Gdy Julia trochę się już uspokoiła poprosiłaś Hazzę, aby zostawił was same.
-Co się stało? Gdzie Niall? -zapytałaś wystraszona, chociaż starałaś się mówić spokojnie.
-Nie mam pojęcia. Gdy wracałam do domu ktoś mnie napadł! Kilka osób zasłoniło mi oczy i wepchnęło coś do ust żebym nie mogła krzyczeć. Zapakowali mnie do jakiejś furgonetki. 
-Jak ci się udało uciec?!
-Zawieźli mnie gdzieś, do jakiegoś magazynu. Nie wiem nawet ile ich było. Zabrali mi torebkę i płaszcz, zmacali mnie potem znowu wrzucili do furgonetki i wyrzucili przy jakiejś rzece. Kawałek dalej była szosa, do której podbiegłam i złapałam stopa. Jakiś tirowiec wysadził mnie kilka ulic dalej. -cały czas mówiąc to szlochała.
-Jeju! Trzeba to od razu zgłosić na policję! -krzyknęłaś myśląc co Niall zrobiłby tym gnojom.
-Nie, błagam! Nie chcę żeby Niall się dowiedział. 
Wtedy ktoś wparował do domu. 
-Jul! Jul! Jesteś tu?! [T.I] jest tu kto?! [T.I], Jul! -wydzierał się Niall.
-Niall! Jesteś! -podbiegłaś do niego i obróciłaś się przez ramię do Juli. Cała się trzęsła. N wyminął cię i od razu ją przytulił.
-Tak się martwiłem! Dostałem telefon z policji. Sąsiad zgłosił porwanie! Co się stało?
-Nic...
-Jak to nic? Przecież ty cała drżysz!
-Niall, spokojnie. -wtrąciłaś. -Julia strasznie to przeżywa. Nie zdajesz sobie nawet sprawy z tego, że na nią krzyczysz. Nialler westchnął. 
-Opowiesz mi wszystko w domu. Że też mam dziś te cholerne wywiady! 
-Nie, nie opowiem ci tego w domu. Muszę powiedzieć całą prawdę teraz. Nie chcę dłużej ich okłamywać, Niall. Proszę. -nie miałaś pojęcia o co jej chodzi. -Niall...
-Nie ma nic do mówienia. Wszystko już ustaliliśmy. Tak będzie dla nas i dla nich najlepiej.
-Zaraz, zaraz. O co tutaj chodzi? -znowu czegoś nie rozumiałaś.
-Zawołaj Harrego. -wtrąciła Julia.
-Harry! Proszę cię, chodź tu na chwilkę!
Hazza szybko wszedł do salonu i usiadł koło ciebie na kanapie. 
-O, Niall! Hej! -przywitał się. Nialler mu nic nie odpowiedział.
-Nie chcę nic już dłużej przed wami ukrywać. -westchnęła. -Niall, wiem, że robiłeś to wszystko dla mojego dobra. Wiem, że chciałbyś mnie cały czas chronić. Ale nie możesz. 
Kochani, nie mam na imię Julia. Nie pochodzę z rozbitej rodziny, w której ojciec się spija i bije matkę. To była bajka. Bardzo zresztą realistyczna bajka, którą wymyśliła dla mnie pewna inteligenta osoba. Mój tata jest właścicielem dużej agencji reklamowej w Polsce. Moja mama pracuje razem z nim. Robił w życiu wiele przekrętów, a mama w końcu postanowiła w rekompensacie za jego zdrady ujawnić liczne przestępstwa. Po tym jak uruchomiła lawinę niedokończonych porachunków mojego ojca po prostu wymusiła na nim rozwód i zwiała z kasą. Przeprowadziłyśmy się do LA i wtedy wyjechałam na tamten dwumiesięczny obóz. Ze szkołą artystyczną, do której mnie zapisała. 
Mama przez to co zrobiła miała bardzo duże problemy. Co chwila ktoś jej groził. W końcu mój ojciec pewnego dnia przyleciał i zabrał mnie do Polski. Chciał żebym była bezpieczna. Ale to nie było życie. Nie mogłam wychodzić z domu ani z nikim kontaktować. To dlatego Niall mnie nie znalazł. Mój tata chcąc zapewnić mi bezpieczeństwo sprawił, że po prostu zniknęłam. Przestałam istnieć. Tęsknota za Niallem, z którym nie mogłam się skontaktować była ogromna. Nie było przy mnie nikogo. To siedzenie w zamkniętym pokoju...wolałam umrzeć. Dlatego pewnego dnia udało mi się uciec. Pojechałam do domku nad jeziorem, do którego kiedyś jeździliśmy na wakacje, rozpaliłam ognisko i chciałam dokończyć to co zaczął mój ojciec. I tak nikt już o mnie nie pamiętał, nikt się o mnie nie martwił, nie było nikogo komu mogłoby na mnie zależeć. 
Ktoś zobaczył ogień, poczuł smród, zadzwonił po karetkę. Tata wydał fortunę aby w gazetach napisali głupoty, które miały zamaskować ten koszmar. Historię błędów przeszłości, w którą zostałam wplątana. Nie chciałam jechać z Niallem do Londynu, bo nie chciałam na niego ściągać niebezpieczeństwa. Jednak zaślepiło mnie szczęście. Zmieniłam imię i nazwisko, wyrobiłam całkiem nowe dokumenty. Po moim dawnym życiu nie ma już śladu, a mimo to wciąż z tyłu głowy mam to co nie daje mi spokoju. Nieszczęście wiszące nade mną - a tym samym nad Niallem niczym burzowa chmura. Byłam nie fair wobec was wszystkich. Bardzo nie fair. Ale musicie mi wybaczyć. Proszę wybaczcie mi, nie umiałam już dłużej żyć w kłamstwie. Ci ludzie, którzy mnie prześladują są na wolności i nigdy nikt ich nie złapie. Będą mnie męczyć póki nie zamęczą. To będzie najbardziej bolesna kara dla mojego ojca. Posunęli się nawet do zabicia mojej mamy, ale sęk w tym, że tata nigdy jej tak naprawdę nie kochał, a mnie i owszem. 
To cała historia. Cała prawda. Jestem pewna, że to oni mnie dzisiaj porwali. Bawią się z tatą w kotka i myszkę, pewnie go szantażują. Szukają informacji, jakiś dowodów, że mają mnie w garści. 
- nie wiedziałaś co powiedzieć. Ta historia była wstrząsająca. Niall patrzył na Jul...no właśnie, na kogo on patrzył? Wyszłaś z pokoju. Kierowałaś się prosto na schody. Stanęłaś na tarasie i nie wiedziałaś co powiedzieć. Harry złapał cie w talii. 
-Wiem, że to straszne...
-Straszne? Harry, to przerażające! Jak ona mogła tak kłamać? Jak Niall, ten słodki Nialler mógł zakochać się w kimś takim?!
-Nie oceniaj jej...
-Jak mam jej nie oceniać? Czy ona nie widzi, że niszczy życie ludziom dookoła? To...to jest po prostu...
-To nie jej wina. Ktoś inny zadecydował za nią.
-Żal mi Niala. Strasznie mi go żal...
Usłyszałaś dzwonek do drzwi.
-A to kto znowu?! -wydarłaś się zirytowana. -Nie mogę z tymi ludźmi, no! O tej godzinie! 
-Hej, hej. [T.I] - Hazza próbował cię uspokoić jednak teraz absolutnie to na ciebie nie działało.
-Ej, popatrz mi w oczy. -złapał cię mocno za nadgarstki i obrócił w swoją stronę. 
-Nie łap mnie w ten sposób! Nie mów tak do mnie! -miałaś łzy w oczach. Ludzie, czy ty nie możesz przeżyć jednego normalnego dnia?!
-Co się tam dzieje? -zapytał H przykładając palec do twojego czoła.
-Chciałabym wiedzieć. -odpowiedziałaś po czym po prostu się w niego wtuliłaś. Znowu usłyszałaś dzwonek.
-Już dobrze? -zapytał loczek puszczając cię.
-Tak. -otarłaś łzy i zbiegłaś po schodach. 
Przed drzwiami stała młoda, wysoka dziewczyna. Ubrana była w długi sweter z Minnie i grube rajstopy. Wyglądała uroczo i niewinnie choć jednak trochę dziecinnie. 
-Hej! Czy dotarłam do domu doktora Toma? -zapytała sympatycznym głosem.
-Tak, jak najbardziej. W czym mogę pomóc?
-To znaczy doktor uprzedził, że będzie w domu jego córka i kazał bardzo przeprosić, ale całkiem zapomniał o jakiejś ważnej wystawie fotograficznej. No i ja właśnie miałam się zająć chłopcami. Maxem i Danem zdaje się. -no to już wszystko jasne. Potem nakrzyczysz na Toma i będziesz prawiła mu morały jaki to on jest zapominalski.
-Ach, no tak. Takie numery to tylko z Tomem. Ciesze się jednak, że cię załatwił bo wychodzę z chłopakiem więc cóż, można powiedzieć, że spadłaś mi jak z nieba. Ale Tom zostawił ci jakąś wiadomość dla mnie. Jakieś zaświadczenie, że faktycznie prosił cię o przysługę? -przyszło ci na myśl, że to może jakaś sprytna fanka. To byłby w końcu niegłupi pomysł na dostanie się do domu.
-Oczywiście. -wyjęła z torby liścik od Toma, napisany jego charakterem pisma. Nie miałaś już żadnych wątpliwości. Zaprosiłaś dziewczynę do środka.

-To ja już będę chyba leciał. -do holu wszedł Niall z przekrwionymi źrenicami.
-Nie, proszę! Pojedziesz ze mną i z Harrym. Przecież nie ma żadnego problemu. Podeszłaś w jego stronę i przytuliłaś go troskliwie. Odwzajemnił uścisk. -Zresztą właśnie! Poznasz kogoś nowego! To jest...-popatrzałaś głupio na dziewczynę. Nawet się nie przedstawiłaś!
-Olivia. Jestem Olivia. -dziewczyna uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę w twoją stronę. 
-[T.I], a to jest Niall. -Olivia się zaśmiała.
-Takie mam zabawne imię? -spytał lekko zdołowany Niall.
-Nie, nie. -speszyła się. -Po prostu masz na imię jak wokalista z mojego ulubionego zespołu i jeszcze bardzo go przypominasz.
-Hmmm...a o jaki zespół chodzi? Może kojarzę. -Niall starał się być po prostu miły, ale ty od razu zauważyłaś co się święci. 
-To trochę głupie lubić taki zespół w moim wieku. -odpowiedziała szczerze.
-No dawaj. Moim zdaniem zawsze jest odpowiedni wiek na muzykę. 
-No dobra. One direction. I nawet trochę żałuję, że dziś mam się opiekować chłopcami, bo będzie leciał wywiad na żywo z One direction na MTV, ale doktor tak zapewniał, że będę zachwycona. No, nie umiałam odmówić mojemu nauczycielowi. -odpowiedziała słodko. 
-Hej, wiesz ja też lubię ich kawałki. -Niall odpowiadała całkowicie automatycznie nie zwracając uwagi na to co mówi. Myślami był pewnie przy Julii...
-No co ty? To tacy chłopcy jak ty też tego słuchają? -zapytała z niedowierzaniem. Szybko wkroczyłaś do akcji widząc, że Niall chce i na to pytanie odpowiedzieć.
-Kochanie, muszę wyprowadzić cię z błędu. Ten miły chłopak nie słucha One direction. On tworzy te piosenki i je śpiewa. Jest jednak pewna różnica. No dobrze, a teraz chodź pokażę ci co i jak z chłopcami. - dziewczyna popatrzała na mnie dziwnie potem zerknęła na Niallera, ale chyba nie zrozumiała do końca moich słów i tylko wzruszyła ramionami po czym posłusznie poszła za mną. 
Max i Dan bawili się właśnie z Harrym Juniorem w 'bawialni' jak Tom nazywał duży pokój z bezpośrednim wyjściem do ogrodu, w którym chłopcy mieli różne zabawki, stolik z krzesełkami, hamak, duży domek z kartonu, indiański namiot tipi, półki z książkami i wiele innych dupereli. 
-Bez obaw. Chłopcy są bardzo grzeczni. Jak wyjdziemy to pewnie będą chcieli w coś się pobawić z nową ciocią. Potem się zmęczą, zrobisz im coś na kolację. W lodówce jest wszystko czego ci trzeba możesz pobawić się z nimi w robienie uśmiechniętych kanapek, wtedy ładnie zjedzą. Potem niech idą do kąpieli, a przed snem możesz poczytać im ich ulubioną książkę o Dzikim Zachodzie. -dawałaś Olivii instrukcje pokazując kolejno kuchnię, łazienkę i sypialnię chłopców. -Chyba poradzisz sobie bez problemu, prawda?
-No pewnie, kocham dzieci.
-Świetnie, wobec tego idziemy już. Życzę ci powodzenia. -powiedziałaś z uśmiechem. -Jakby co to numery do mnie i Toma masz na lodówce. -dodałaś. -Pa chłopcy! Będziecie grzeczni? -zapytałaś jeszcze chociaż wcale nie musiałaś. Przyzwyczaili się już do rozmaitych 'niań' z całą załogą One direction na czele. 
-Harry, chodźże! Jedziemy już! - krzyknęłaś w stronę schodów. Hazza zbiegł po schodach gotowy i zauważył gościa.
-O, hej! A kto to taki? Myślałem, że Tom zapomniał kluczy. -powiedział z rozbrajającą szczerością.
-To jest Olivia. Tom podesłał ją do opieki nad chłopcami, bo owszem, zapomniał, ale nie o kluczach tylko o jakiejś wystawie. - Harry się roześmiał po czym wyciągnął rękę do dziewczyny. 
-Witam! Harry z tej strony. -powiedział ze śmiechem.
-Olivia. -dziewczyna odwzajemniła uścisk dłoni po czym w ty, Harry i Niall wyszliście z domu.